piątek, 6 kwietnia 2012

Zakładki i ebooki




To nie wpis o technologii zakładek w ebookach, ale dwie krótkie notki



Zacznę może od tej krótszej, zupełnie przypadkowej

Zacznę od demota demoty.pl/milosc-41061


Co on ma wspólnego z książkami? Nic specjalnie ale pokazuje jak się zmieniamy, nie ważne czy tego chcemy czy nie. Tak samo jest z książkami i choć ogromna część osób czytających książki lubi to uczucie dotyku papieru, to w tym wszystkim chodzi o coś innego. W książkach chodzi o czytanie! Nie ważne czy to będzie e-książka czy tradycyjna ważne by ludzie czytali, szczególnie młodzież. A jak widać po tym democie młodzież postrzega świat już nieco inaczej. Nie dziwi zatem fakt, że wg badań przeprowadzonych w USA przeciętny e-czytacz odhaczył 24 książki gdy e-tradycjonalista tylko 15. Oczywiście ma na to też wpływ dostęp do nielegalnych plików - choć z tym trzeba uważać, nasze prawo autorskie itp. to nic w porównaniu z tym u nich. Tak więc choć książkom nie grozi zniknięcie to aby zachęcić młodzież do czytania lepiej im dać ebook readera, a później pewnie przesiądą się na tradycyjne książki. To już kolejny wpis w którym poruszam temat związany z e-książkami, jakby co oto link do poprzedniego

A teraz druga część

Każdy posiadacz tradycyjnej książki spotkał się zapewne z problemem jak zaznaczyć miejsce w którym skończyliśmy czytać. Ja bardzo często i z premedytacją tego nie robię, ot staram się zapamiętać fragment a jak się nie uda to nie zaboli. Nie ma się problemy gdy zakupiona książka posiada "wbudowaną" zakładkę i choć to nic specjalnie trudnego posiadają je zazwyczaj tylko niektóre książki w twardej oprawie a szkoda. Do najczęściej przeze mnie wybieranego rozwiązania należy używanie biletów MPK, nie wyrzucam ich i zawsze są pod ręką. Często książka wygląda jak jeż ale czemu nie. Czemu o tym piszę? Ponieważ jestem ciekaw waszej opinii, a do napisania tego pchnął mnie incydent w autobusie. Jadę sobie spokojnie, czytam książkę a autobus się zatrzymuje. Pani siedząca obok mnie i czytająca chyba jakieś romansidło(okładka to sugerowała), wstaje i co robi? Zagina stronę! Nawet nie róg 1x1cm a cała stronę, fakt w rogu ale w taki sposób jak się robi samoloty z papieru. Aż mnie dreszcz przeszedł na myśl, że mógłbym tak zaznaczać swoje książki - niektóre czytam bardzo ale to bardzo na raty... I choć moja polonistka z liceum kiedyś powiedziała, że swoich książek nie oszczędza, bazgrze po nich, zaznacza, dopisuje, to jednak zaginania nie mogłem znieść.

Inne opcje

Oczywiście są i inne sposoby na zakładki. W salonach Play'a swego czasu mieli file w kształcie kliszy z aparatu które za to służyły, można kupić dedykowane zakładki, czasem wydawnictwo dodaje papierową zakładkę z reklamami. Czasem jest to nawet większa akcja jak zapewne wszystkim znane karty z Fabryki Słów. Karty bardzo mi się podobają, choć nie wiem czemu mam farta i zazwyczaj w moich książkach są te same, przez co jedna z figur to prawie połowa mojej kolekcji.

A jakie wy macie zdanie na te dwa tematy?

2 komentarze:

  1. Demotywatora ciężko przeczytać ;/...pewnie śmieszny ;-)

    Co do zaginania kartek, to chyba ręka by mi uschła, nie dałabym rady. Romansidło, romansidłem, ale szanujmy się.

    Kiedyś na studiach, między zajęciami siedzieliśmy pod ścianą, każdy pogrążony w swoim notatkach, siedziała też nieznajoma mi dziewczyna, kawałek dalej i czytała książkę. Po jakimś czasie wstała zagięła kawałeczek kartki z książki i ją zamknęła. Przez przypadek na nią patrzyłam powtarzając teorię na "odpytkę" i jakoś tak bezwładnie widząc, co ona robi powiedziałam na głoś "ała". Popatrzyła się na mnie, zrobiła dziwny uśmiech i poszła, nawet nie wiem czy zrozumiała, ale mi po prostu się wyrwało.

    Zakładki używam jak czytam w domu. Gdy zdarza się, że dziecię przechwyci, to cokolwiek papierowego odpowiedniego. Kawałek gazety przed zrzutą na stos makulaturowy, ulotka, itp.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam tyle zakładek, że dla każdej książki się coś znajdzie. Nie miałam jeszcze problemu z tym, żebym nie wiedziała czym zaznaczyć stronę.

    OdpowiedzUsuń