
To nie wpis o technologii zakładek w ebookach, ale dwie krótkie notki
Zacznę może od tej krótszej, zupełnie przypadkowej
Zacznę od demota demoty.pl/milosc-41061
Co on ma wspólnego z książkami? Nic specjalnie ale pokazuje jak się zmieniamy, nie ważne czy tego chcemy czy nie. Tak samo jest z książkami i choć ogromna część osób czytających książki lubi to uczucie dotyku papieru, to w tym wszystkim chodzi o coś innego. W książkach chodzi o czytanie! Nie ważne czy to będzie e-książka czy tradycyjna ważne by ludzie czytali, szczególnie młodzież. A jak widać po tym democie młodzież postrzega świat już nieco inaczej. Nie dziwi zatem fakt, że wg badań przeprowadzonych w USA przeciętny e-czytacz odhaczył 24 książki gdy e-tradycjonalista tylko 15. Oczywiście ma na to też wpływ dostęp do nielegalnych plików - choć z tym trzeba uważać, nasze prawo autorskie itp. to nic w porównaniu z tym u nich. Tak więc choć książkom nie grozi zniknięcie to aby zachęcić młodzież do czytania lepiej im dać ebook readera, a później pewnie przesiądą się na tradycyjne książki. To już kolejny wpis w którym poruszam temat związany z e-książkami, jakby co oto link do poprzedniego
A teraz druga część
Każdy posiadacz tradycyjnej książki spotkał się zapewne z problemem jak zaznaczyć miejsce w którym skończyliśmy czytać. Ja bardzo często i z premedytacją tego nie robię, ot staram się zapamiętać fragment a jak się nie uda to nie zaboli. Nie ma się problemy gdy zakupiona książka posiada "wbudowaną" zakładkę i choć to nic specjalnie trudnego posiadają je zazwyczaj tylko niektóre książki w twardej oprawie a szkoda. Do najczęściej przeze mnie wybieranego rozwiązania należy używanie biletów MPK, nie wyrzucam ich i zawsze są pod ręką. Często książka wygląda jak jeż ale czemu nie. Czemu o tym piszę? Ponieważ jestem ciekaw waszej opinii, a do napisania tego pchnął mnie incydent w autobusie. Jadę sobie spokojnie, czytam książkę a autobus się zatrzymuje. Pani siedząca obok mnie i czytająca chyba jakieś romansidło(okładka to sugerowała), wstaje i co robi? Zagina stronę! Nawet nie róg 1x1cm a cała stronę, fakt w rogu ale w taki sposób jak się robi samoloty z papieru. Aż mnie dreszcz przeszedł na myśl, że mógłbym tak zaznaczać swoje książki - niektóre czytam bardzo ale to bardzo na raty... I choć moja polonistka z liceum kiedyś powiedziała, że swoich książek nie oszczędza, bazgrze po nich, zaznacza, dopisuje, to jednak zaginania nie mogłem znieść.
Inne opcje
Oczywiście są i inne sposoby na zakładki. W salonach Play'a swego czasu mieli file w kształcie kliszy z aparatu które za to służyły, można kupić dedykowane zakładki, czasem wydawnictwo dodaje papierową zakładkę z reklamami. Czasem jest to nawet większa akcja jak zapewne wszystkim znane karty z Fabryki Słów. Karty bardzo mi się podobają, choć nie wiem czemu mam farta i zazwyczaj w moich książkach są te same, przez co jedna z figur to prawie połowa mojej kolekcji.
